Tęsknię za szczęśliwą rodziną

Źródło obrazka: tutaj

Ostatnio podczas oglądania „Surowych Rodziców” – moim zdaniem bardzo mądry serial, wbrew pozorom mający niewiele wspólnego z takimi produkcjami jak „Dlaczego Ja” – uświadomiłem sobie, że duża część mojego zachowania jest zorientowana wobec tęsknoty za szczęśliwym domem rodzinnym. Nieco pisałem o tym w poprzednim wpisie (można go przeczytać tutaj).

Moje zachowanie mam na myśli zainteresowanie wokół psychologii szczęścia – czyli jak być szczęśliwym -, wychowania. Jak obejrzałem jeden z odcinków ostatnio, to właśnie sobie to uświadomiłem. Podoba mi się to, że tak bardzo źle zachowujące się dzieci, mające problemy ze szkołą, z rodzicami, z używkami po tygodniu spędzonym u innych rodziców stają się przyjazne, radosne, chętne do pracy.

Ten zbuntowany styl bycia jest mi bardzo bliski, choć raczej wybrałem drugi biegun – bohaterskiego skrywania własnej osobowości, uczuć po to, by nie pokazać co się we mnie kotłuje. Bardzo lubiłem przesiadywać godzinami na komputerze, który był moim miejscem w którym mogłem oderwać się od rzeczywistości, z którą sobie nie radziłem.

Wybrałem tłumienie uczuć za wszelką cenę. Za cenę relacji, zdrowia a nawet życia. W domu bardzo dbałem o to, by nie pokazywać za bardzo siebie, bo to zazwyczaj kojarzyło mi się z krytykowaniem i docinaniem brata – rymuje się ze słowem „kata” – który to – odnosiłem wrażenie – tylko czekał, aby mnie poniżyć i utwierdzić w małym poczuciu własnej wartości.

Byłem od niego też słabszy fizycznie, więc dodatkowo moje wysiłki podejmowania walki były tłumione skutecznie. Z uczuciami radziłem sobie na imprezach. Bardzo lubiłem te miejsca – dużo tam było radosnych ludzi i ciekawych przygód. Z czasem tolerancja na alkohol u mnie wzrastała, a ja po alkoholu czułem, że jestem silny i znikały ograniczenia codzienności – jakże mi się podobał ten stan.

Niestety do czasu, gdy alkohol już przestał mi pomagać, a zaczął przeszkadzać. Doszło do tego, że moje zachowanie po alkoholu stawało się agresywne, ubliżałem ludziom. Potem się tego wstydziłem. Męczyłem się na myśl o kolejnej imprezie, ale nie potrafiłem przestać, bo bałem się, że stracę w ten sposób znajomych, a tym samym i szacunek w ich oczach. Tak się zresztą stało gdy poszedłem na terapię i się bardzo z tego cieszę teraz.

Choć pewnie mało kto patrząc z zewnątrz by tak o tym powiedział, ale wychowałem się w rodzinie, w której byłem poniżany, zastraszany, wykorzystywany. W rodzinie, która odebrała mi godność, poczucie tożsamości. Nawet zbuntować się nie mogłem. Nawet nie mogłem powiedzieć, że to mi się nie podoba. Na wszelkie moje próby buntu odpowiedź rodzica była nie zmienna: „Jeśli ci się nie podoba to się wyprowadź”.

To była abstrakcja dla mnie – trzymany w przekonaniu, że jestem ślamazarą i że świat jest bardzo trudny do poradzenia sobie podsycany przez matkę i babkę – nie byłem w stanie nawet wyobrazić sobie zmianę domu. Więc trwałem w tym tak jak umiałem. Czyli komputer i alkohol.

 

Jakoś dzięki temu sobie radziłem, choć czasem myślałem o samobójstwie. Wyobrażałem sobie, że wskakuje pod samochód. To był mój rodzaj śmierci. Wiele razy żegnałem się ze światem. Jednakże tylko na myślach zawsze pozostawało, bo myślałem sobie tak: „Jeśli to już jest koniec, to ciekawe co będzie jutro. I tak niczym nie ryzykuje, bo jak będzie gorzej, to i tak się zabije.”

To przynosiło chwilową ulgę, a kolejny dzień okazywał się trochę lepszy, więc jakoś o tym zapominałem. I tak tułałem się moją końcówkę dzieciństwa i początek fizycznej dorosłości. Gdy nadszedł czas i trafiłem na terapie, ale to temat na osobny wpis.

Teraz mam okazję obserwować szczęśliwe rodziny przynajmniej w tym edukacyjnym serialu. Co więcej dużo w życiu wykonałem wysiłku, żeby odmienić swoje przekonania na swój temat i na temat świata. Otrzymałem też dużo fachowej pomocy w tym zakresie. Bez tego moje szanse na niepowtórzenie swoim dzieciom mojego dzieciństwa byłyby znikome. Już teraz widzę, że częściowo mi się to udało. Nie wiem czy ta praca okaże się wystarczająco duża. Przekonam się czy uda mi się wychować dziecko w takiej rodzinie, w której będzie prawdziwie szczęśliwe, jak ja nie potrafiłem być.

Może się o tym przekonam, jak Bóg – jakkolwiek go pojmuję – zechce to dla mnie zaplanować.

Pogody ducha,
Szrek.