Terapeutyczny film

Źródło obrazka: tutaj

Ostatnio oglądałem film, który mnie uspokoił, dodał pewności siebie i pozwolił na pogodzenie się z tym, kim jestem. Jednocześnie nabyłem przekonanie, że to, że jestem taki jaki jestem to może być dobre. Jakże pozytywne skutki, nie sądzisz?

Ten film to „Służby specjalne”. Nie masz co liczyć w nim na miłą atmosferę rodzinnego grona, uprzejmość, czy „oszczędzanie” widza pod względem przemocy. Brutalność wylewa się z niego na lewo i prawo. Ofiary są cięte piłą motorową, zamykane w beczkach lub wiszą na sznurkach zawieszeni przez tzw. „seryjnych samobójców”. Wszystko jednoznacznie zaakcentowane, choć flaków nie widać. Także język filmu jest daleki od norm przyzwoitości i nie ma co spodziewać się oszczędności w przekleństwach.

A więc dlaczego uważam, że jest on terapeutyczny dla mnie? Z tego powodu, o którym napisałem wyżej. Poznaje to po efektach jakie stały się moim udziałem po obejrzeniu tego filmu. Teraz chętniej wyrażam emocje. Jestem prawdziwszy. Chętniej pokazuje swoje prawdziwe uczucia.

Gdy to czytam sam, to nasuwa mi się pytanie: jak to możliwe? Przecież takie jednoznacznie sceny przemocy powinny raczej wywołać efekt odwrotny. Taki, że będę bardziej agresywny, mniej chętny do pokazywania uczuć, bardziej aspołeczny. A jednak na mnie podziałał zdecydowanie pozytywnie – a przynajmniej tak mi się wydaje. Być może to za sprawą tego, że główni bohaterowie, mimo, iż dokonują rzeczy niewyobrażalnie brutalnych jak – jak dla mnie – to są przedstawieni, jako pozytywni bohaterowie. Jako osoby, które tworzą szczęśliwe związki, które mają rodziny, z którymi lekarze zwyczajnie rozmawiają i spotykają się z przychylnością społeczeństwa mimo tego, że np. przeklinają.

Jakoś są w tym naturalni, spokojni i pewni siebie. Widać, że to ich zwyczajna postawa, nie udają kogoś innego, niż tego kim są. Chyba, że potrzebują stworzyć pretekst do tego, aby móc zaadoptować dziecko, a z racji tajemniczości swojego zawodu, nie mogą go wyjawić. Gdy jeden z bohaterów znalazł się w takiej sytuacji, to przybierał całkowicie nienaturalną „miłą” i „sympatyczną” postawę, która w kontekście całego filmu jest bardzo przejaskrawiona i sztuczna. Czyli jednoznacznie udawanie jest potępiane. Najlepsze efekty – czyli najskuteczniejsi – są wtedy, gdy zwyczajnie robią swoje. Nie zadają zbędnych pytań. Każde słowo, które wypowiadają jest ważne. Dużą część przekazu raczej wyrażają w czynach, bez zbędnego komentarza.

No i mają misję. Głęboko wierzą w to, że to, co robią to jest dla dobra kraju, któremu służą. Mają zasady, które są ważniejsze od pieniędzy. Np. jadą do Afganistanu bardziej dla „chłopaków” niż dla pieniędzy. A na miejscu nawet jak dostają przydział ewidentnego fajtłapy, który będąc na bardzo niebezpiecznym terenie myśli, że jest na wakacjach smarując się kremem od słońca, to mimo tego starają się go nauczyć zaradności, dbają o jego bezpieczeństwo i chcą nauczyć go fachu. Nie narzekają. Po prostu robią swoje. Są zdecydowanie pogodzeni ze swoim losem.

Tak ich właśnie widzę. Tak ja oglądałem ten film, który z pewnością jeszcze nie raz obejrzę, bo mam oryginalny i który polecam każdemu, kto nie boi się paru przecinkowo rzuconych „kurew”

edit: ostatnio odkryłem legalnie darmowo dostępny miniserial rozszerzający fabułę filmu. Łap 🙂

Pogody ducha,
Szrek