Szczęście jest w trudnościach

Źródło obrazka: tutaj

Jakiś czas temu przeczytałem o ciekawym badaniu nad szczęściem myszy, a w zasadzie to chyba było badanie pokazujące co daje im nieszczęście. Otóż z tego co czytałem, to założenie było takie, żeby stworzyć „Mysi raj” i zobaczyć co się stanie. Raj polegał na tym, że myszy miały wszystko (?) czego potrzebują do życia zgodnie z tym co o myszach mogę myśleć. Czyli jedzenie, schronienie, ciepło, opiekę medyczną, przestrzeń do życia. Tylko to ostatnie było ograniczone. Ograniczenie polegało na tym, że na przestrzeni badania mogło zmieścić się 3840 myszy. Poza tym nie było żadnych innych zagrożeń czyhających nad ich życie.

Na początku do pomieszczenia wprowadzono 4 samców i 4 samice. Po 104 dniu zaczęły się rodzić nowe myszy. W związku z tym, że myszy nie powinny mieć żadnych problemów – wszystko do życia miały zapewnione – Spodziewano się, że problemy zaczną się dopiero gdy zacznie brakować miejsca i wtedy zacznie się rywalizacja o przestrzeń.

Jednakże okazało się, że zaczęły się pojawiać osobniki homoseksualne, dominujące – średnio 1 na 4 – i agresywne samice, a najwięcej myszy było jedynie nieco ponad połowę spodziewanego limitu! Dokładnie 2200 myszy. Po tym czasie mysz zaczęło ubywać a coraz więcej samic zaczęło się rodzić bezpłodnych. Aż w końcu naturalnie wymarły wszystkie myszy. Ostania była bardzo zadbana, miała ładne, lśniące futerko, lecz nie potrafiły poradzić sobie z nowymi bodźcami. Jak jest napisane w badaniu: Choć wyglądały wyjątkowo dobrze, były również wyjątkowo głupie.

Tak więc jaki z tego płynie wniosek dla mnie? Że myszy za dobrze miały. Że potrzebują problemów do tego, aby się w pełni rozwijać i szczęśliwie żyć. To by uzasadniało wojny między gatunkami, chęć dominacji jednych ras nad innymi, chęć coraz większego poszerzania swojego terytorium.

Całość badania można przeczytać tutaj.

Nie jestem w stanie oprzeć się pokusie porównania zachowania myszy do zachowania ludzi. Chociaż to nie musi mieć przełożenia, ale w moim odczuciu zdecydowanie mogłoby to wyjaśniać wiele zjawisk trudno wytłumaczalnych. Np. po co są wojny? Dlaczego jest ich aż tyle. Dlaczego ludzie nieustannie badają kosmos i chcą go osiedlać. Dlaczego jest rywalizacja między ludźmi o rzeczy drobne, niepotrzebne. Dlaczego wiele razy słyszałem od ludzi śmiertelnie chorych, że choroba odmieniła ich życie i nie chcieliby cofnąć się do stanu z przed choroby. Dlaczego niektórzy są w stanie kupować HIV, by być szczęśliwymi.

Z tego badania płynie dla mnie przesłanie, że próżno jest mi szukać szczęścia w przyjemnościach. Że tam są tylko chwilowe emocje, ale prawdziwe szczęście jest gdzieś indziej. Tylko pozostaje pytanie gdzie? Jak na razie udało mi się ustalić, że szczęście jest w pokorze (pisałem o tym tutaj). W godzeniu się z własnym losem, ale i bezinteresownej służbie innym.

To by mogła potwierdzać teoria procesów przeciwstawnych – o którym jeszcze na 100 % napiszę oddzielny wpis – i pewne badanie, które mogę po krótce przytoczyć. Badanie – nie pamiętam źródła, jak sobie przypomnę, to podam – polegało na tym, by sprawdzić jak długo ludzie będą chcieli rozwiązywać łamigłówki w zależności od zapłaty. Podzielono chętnych do badania na 2 grupy. Pierwsza grupa rozwiązywała łamigłówki za darmo, a druga za opłatą. I wiesz co się okazało? Że ludzie, którzy rozwiązywali łamigłówki za darmo, rozwiązywali je dłużej, niż ci, którzy robili to samo za pieniądze.

Czyli byli szczęśliwsi wykonując tę pracę, gdy robili to za darmo od tych robiących to za pieniądze. Wg. mnie to jeszcze nie jest w pełni szczęście, gdy robi się coś we własnym imieniu. Moim zdaniem pełne szczęście wyrażone siłą ducha (o duchowości pisałem tutaj) jest wtedy, gdy robię coś za darmo dla innych. Im więcej mnie to kosztuje poświęcenia i im bardziej moje działanie jest bezinteresowne – uzyskanie szczęścia, to w mojej ocenie też interes -, tym więcej szczęścia uzyskuje. Taki mam na razie pogląd, który jest dość świeżo wyrobiony, więc oczywiście wraz ze wzrostem mojego doświadczenia w tym zakresie, przekonam się na ile jest on prawdziwy. A Ty co sądzisz to tym badaniu?

Pogody ducha,
Szrek.