Przykuty do łóżka

Źródło obrazka: tutaj

Niedawno doświadczyłem, jak to jest być przykuty do łóżka. Zachorowałem i musiałem leżeć w łóżku, żeby wydobrzeć. Teoretycznie mogłem coś tam robić, tylko sęk w tym, że nie bardzo mi się chciało. Nie miałem ochoty na nic. Jedyne, co więc robiłem, to oglądałem odcinki „Mam talent”. Trochę się nudzi, po jakimś czasie, ale jak zrobiłem przerwę, to w sumie dało rade. Próbowałem obejrzeć jakieś filmy, takie, które miałem i które już obejrzałem po kilka razy, ale w połowie wyłączałem, bo mi się nudziły. A przecież nie będę oglądał jakichś nielegalnych z Internetu.

Poczułem się znudzony i bezradny. Opuściła mnie pogoda ducha, która do tej pory mnie wypełniała. Niby nic konkretnego wcześniej nie robiłem, ale mimo wszystko byłem zadowolony z życia. A jak nie mogłem już robić tego, na co miałem ochotę – bo nie miałem na nic ochoty, jakkolwiek to irracjonalnie brzmi – to poczułem się opuszczony i zorientowałem się, że jestem sam. Jak nie mam siły by realizować moje plany, to jest to dla mnie przygnębiające. Straciłem radość życia i zrobiło mi się smutno. Tak po prostu.

Pomyślałem sobie, że może tak się czują ludzie sparaliżowani. Tylko, że oni tak mają na co dzień, przez kilka, a nawet kilkanaście lat. Z perspektywą, że tak będą leżeć do końca swojego życia. Ta myśl, jest dla mnie przygnębiająca. Pomyślałem sobie, o moim sąsiedzie, który czasem wyjeżdża na wózku przed klatkę. Nic specjalnego nie robi, tylko siedzi przed blokiem. Do tej pory gdy przechodziłem obok niego czułem lekką pogardę (?) dla niego, że tak siedzi i nic nie robi. Chyba gniewałem się na to, że przy spotkaniu z nim robiło mi się go żal i współczułem mu. Czułem, że jakby tylko swoim wyglądem wymusza na mnie te uczucia. Obwiniałem go o to.

Ale nawet przez chwilę nie zastanowiłem się, jak on może się czuć. Dlaczego wyjeżdża przed klatkę? Żeby zrobić mi na złość i pokazać, że też coś znaczy i że nie jest taki bezbronny? W ten sposób chyba o nim myślałem. Leżenie w łóżku gdy odeszła mi ochota na robienie czegokolwiek uświadomiło i inny punkt widzenia. W sumie, to ten człowiek musi mieć bardzo ciężkie życie. W sumie to pewnie nie doświadczyłem 10% jego codziennych problemów.

Przyszło mi teraz takie postanowienie,  że gdy będę obok niego przechodził następnym razem, to powiem mu „dzień dobry” kilka razy a potem może na chwilę zatrzymam się przy nim i pogadamy? Ciekawe czy zechce mi powiedzieć w jaki sposób teraz żyje. Co robi na co dzień. Jego życie, musi być bardzo przygnębiające, wiec ciekawe co robi, że dalej potrafi żyć. No bo jednak jakoś żyje. Musi chcieć, bo jakby nie chciał, to by nie żył. Ciekawe dlaczego chce mu się żyć. Postaram się tego dowiedzieć, może to może być w jakimś sensie inspirujące dla mnie.

Pogody ducha,
Szrek