Praca – lek na nudę, związek – na samotność

Źródło obrazka: tutaj

– Trochę to skomplikowałem – wyznałem terapeucie.
– Trochę to skomplikowane – odpowiedział jeden z najlepszych terapeutów jakich znam.

Tytułowy wniosek, pochodzi z mojego niedawnego spotkania z terapeutą na terapii indywidualnej. Rozmawialiśmy o tym, że ja obecnie wszystkie swoje rozmyślania skupiłem na poprawie moich relacji w bliskich związkach. I tak rzeczywiście jest. A to dlatego, że to – odnoszę wrażenie – jedyna rzecz, która wydaje mi się trudna i dla której zwyczajnie nie wróżę świetlanej przyszłości w moim przypadku. Jednocześnie utożsamiam moje relacje w rodzinie – a dokładniej życie w szczęśliwej rodzinie – jako jeden z kluczowych elementów składających się na moje szczęście (pisałem o tym tutaj).

Mówiąc w skrócie w moim przekonaniu, już tylko umiejętność zbudowania i utrzymania szczęśliwej rodziny dzieli mnie od tego, żebym mógł z ufnością patrzyć w przyszłość i wierzyć, że jakoś sobie poradzę w byciu szczęśliwym. A że moim rodzicom bycie w szczęśliwej relacji z partnerem – delikatnie mówiąc – się nie udało, to mam poważne obawy czy i ja będę w stanie tego dokonać – mając świadomość rolę podświadomości w relacjach związkowych (o tym pisałem tutaj). Pomimo tego, że moi rodzice nie narzekają obecnie na brak pieniędzy, to żyją samotnie, lub w skomplikowanych układach związkowych. Nie chcę się wgłębiać w to szczegółowo, bo to ich sprawa.

Moją sprawą jednak jest to, że wiem, że ja będąc ich dzieckiem mam ogromnie dużą szansę – jeśli nie prawie pewność – że bez specjalistycznej pomocy powtórzę dokładnie ich sytuację, zgodnie z zasadą „dorosły dąży do tego, by przenieść do swojej nowej rodziny atmosferę domu rodzinnego”. Co się z resztą już w części zaczęło dziać.

Jednakże jak wspomniałem wyżej, mój terapeuta zalecił mi, żebym trochę rozdzielił te ujednolicenie szczęścia. Powiedział mi – i to jest przeznaczone dla moich uszu, nie wiem czy dla Ciebie w Twojej obecnej sytuacji będzie miało to także takie samo znaczenie, choć przypuszczam, że może mieć – żebym bardziej skupił się na pracy, na tym to lubię robić. Żebym szukał rozrywki w zajęciu, które mnie pasjonuje, a nie w relacji z drugą osobą. Powiedziałem, że dla mnie bliskość kojarzy się z nudą. A on mi na to, że to zrozumiałe, jeśli liczę, że związek to będzie dla mnie jedyna sprawa zapewniająca szczęście. Dodał, że związek jest po to, żeby nie być samotnym, a nie po to, żeby dostarczać rozrywki – choć czasem może trochę też – ale to nie jest jego główne zadanie.

To mi dało do myślenia. Bo ja wcześniej szukałem w drugiej osobie wypełnienie mojego świata. Wydaje mi się, że oczekiwałem od tej osoby, że gdy znajdę tę „doskonałą” osobę, to moje życie już raz na zawsze będzie szczęśliwe. I szukałem jej usilnie. Zmieniałem partnerki, za każdym razem na inną osobę, przekonując się, że to jednak nie tak „idealna” dziewczyna.

Poznawałem to po tym, że albo mi wchodziły na głowę, próbując mnie zawłaszczyć, albo mnie odtrącały, gdy mi było wesoło, albo ja po prostu się nimi nudziłem, gdy po czasie chemia wygasła. Teraz sobie myślę, że to normalne, że odnosiłem porażki w tej sprawie, bo szukałem nierealnej dziewczyny, która miała być odpowiedzią na wszystko. Nie tylko na prace domowe, wsparcie, ale także na rozrywkę. Choć podejrzewam, że nawet jeśli jakimś cudem – choć to raczej nie możliwe – bym taką znalazł, to i tak by mi się wydała podejrzana, bo byłaby za idealna.

W sumie, to ja chyba sam wiedziałem czego chcę i bałem się, że nie znajdę wystarczająco dobrej kobiety na to by zmaksymalizować stworzenie szczęśliwej rodziny. Po tym jak usłyszałem, że kobieta ma być głównie po to, bym nie czuł się samotny, to jakoś obniżyły mi się wymagania i tak sobie myślę, w sumie to mało ważne jest jaka ona będzie. Nawet jak będzie miała dużo wad, to do póki będę w stanie je znieść, to w sumie pasuje każda 🙂

Przypomniało mi się teraz pewne porównanie, z którym kiedyś się spotkałem:

Jakiś czas temu pewien chłopiec zapragnął mieć chomika. Zaczął więc namawiać rodziców, by go mu kupili. Po jakimś czasie rodzice zgodzili się i chłopiec otrzymał wyczekiwane zwierzątko. Dbał o niego, pielęgnował go, zmieniał mu trociny w domku, podawał mu jedzenie. Było jasno widać, że chomik sprawia mu przyjemność. Jednakże pewnego razu zdarzyła się dość nieoczekiwana sytuacja. Podczas zabawy na podłodze chomik pozostawił na podłodze swój ślad, który ani wyglądem, ani zapachem nie budził zachwytu. Gdy chłopiec zobaczył co się stało, zatrzymał się na chwilę. Następnie pobiegł po szufelkę i posprzątał po zwierzaku nieczystości mówiąc przy tym do rodziców: „No cóż taki jest, że czasem zostawia bobki”. Po czym wrócił do zabawy z nim.

Myśląc o tym w ten sposób, zdecydowanie wraca mi nadzieja w moje możliwości stworzenia szczęśliwej rodziny.

Pogody ducha,
Szrek.