Pokora wg. dr Boba

Źródło obrazka: tutaj

Dzisiaj trochę niestandardowo, bo wysłałem właśnie list do gazetki alkoholików w Polsce i pomyślałem, że być może i osobom tutaj zaglądającym może być on pożyteczny. Oto ten list:

„Szanowna redakcjo „Zdroju” w związku z tym, iż zdaję sobie sprawę jak bardzo są potrzebne teksty pisane od alkoholików z Polski, postanowiłem napisać coś z czego ktoś mógłby zrobić użytek. Na początku zaznaczam, że uważanie czytam Zdrój od dawna i do tej pory nie pisałem żadnego tekstu, bo uważałem, że nie jestem godny tego, by współtworzyć takie czasopismo. Wydawało mi się, że to będzie okazaniem zbyt dużej pychy, bym mógł pozwolić sobie na myślenie, że ktoś zechciałby drukować coś co ja napiszę.

Jak czytam Zdrój to widzę, że poziom tekstów jest zdecydowanie bardzo dobry, więc odważyłem się teraz napisać dlatego, że wydaje mi się, że znalazłem temat na odpowiednim poziomie. A mianowicie jest to „Pokora wg dr Boba”. Przez jakiś czas słyszałem różne poglądy na temat tego, czym jest pokora, czym nie jest i czym jest fałszywa pokora. Wg. mojej oceny jest to temat bardzo poważany i fundamentalny dla trzeźwienia, więc nie śmiałbym wygłaszać własnych opinii na ten temat z uwagi na to, iż nie jestem ani osobą duchowną, ani nie odebrałem wykształcenia filozoficznego, ani nic z podobnych „obiektywnych” okoliczności według mojej oceny nie wskazuje na to, by moje poglądy w jakikolwiek znaczący sposób mogłyby uchodzić za choć trochę bardziej wartościowe od poglądów innych ludzi.

Jednakże ostatnio czytając książkę Doktor Bob i dobrzy weterani natrafiłem na fragment przedstawiający opinię i postawę wobec pokory dr Boba – jednego z współzałożycieli naszej wspólnoty, więc postanowiłem, że może przynajmniej przytoczenie kilku fragmentów jego wypowiedzi i opisu zachowania będzie mogło okazać się użyteczne dla kogoś do wyrobienia sobie opinii na temat istoty sprawy czym pokora jest.

Otóż fragmenty, które chciałem przytoczyć znajdują się na stronach 236-237 wspomnianej publikacji, oto one:

„… oto słowa, które wypowiedział podobno Doktor Bob: Nie oklaskujcie mnie. Nie wyrażajcie swego aplauzu żadnemu alkoholikowi. Charakterystyczne było dla Doktora Boba to, że jeśli zgotowano mu owację na stojąco, gestem ręki przynaglał uczestników, aby usiedli. Wszyscy wynosili go [Doktora Boba] na piedestał (…) Ale( …) on sam przenigdy się tak nie wywyższał!

Ojciec J. F. Gallagher – który pracował z siostrą Ignacją – wspominał: Doktor Smith… Trudno mówić o nim inaczej niż w słowach najwyższego uznania i sympatii. Gdy jeszcze żył, zbywał je śmiechem; teraz czuję, że chociaż już nas opuścił, nadal reaguje na nie tak samo. Wiele razy siedziałem obok niego przy stoliku spikerskim i widziałem, jakie cierpiał katusze, gdy wygłaszano na jego temat jakieś górnolotne słowa wprowadzenia.

                Niejeden przewodniczący usiłował stanąć na wysokości zadania, określając Doktora Boba jako założyciela największego, najcudowniejszego, najwspanialszego, najbardziej doniosłego ruchu wszech czasów itd. Itp. Przy jednej z podobnych okazji Doktor Bob szepnął: Mówiący z pewnością zajmuje sporo miejsca i mnóstwo czasu.

Stosunek Doktora Boba do nadmiernych pochwał i owacji na stojąco miał wiele wspólnego z jego poszukiwaniem pokory – czyli czegoś, czym większość z nas nie grzeszy. Jak powiedział, nie chodziło mu o pokorę fałszywą czy udawaną. Ani też nie o jej odmianę <<wycieraczkową>>… Miał na myśli tę postawę, którą każde z nas przyjmuje wobec naszego Ojca w Niebiosach.

Chrystus rzekł: <<Sam z siebie jestem niczym – moja siła pochodzi od mego Ojca w niebie.>> Jeśli On tak mówi, to co dopiero wy albo ja? – pytał Doktor Bob. – Czy przyznaliście, że tak jest? Czy ja to przyznałem? Nie. Właśnie tego n i e powiedzieliśmy. Mieliśmy skłonność do mówienia raczej: <<Tylko na mnie spójrzcie chłopaki. Niezły jestem, co?>> Nie było w nas pokory; nie czuliśmy, żebyśmy cokolwiek otrzymali za sprawą łaski naszego Ojca Niebieskiego.

                Uważam, że nie mam najmniejszego prawa być zbyt pewny siebie i zarozumiały z tego powodu, że osiągnąłem trzeźwość – podkreślił Doktor Bob – Udało mi się to wyłącznie dzięki łasce Bożej. Czuję ogromną wdzięczność za przywilej dokonania tego… Jeżeli moja siła w istocie pochodzi od Niego, kimże jestem, by się przechwalać?

Na biurku Doktora Boba znajdowała się tabliczka z taką oto definicją pokory: Mieć wieczny spokój w sercu. Nie mieć zmartwień ni kłopotów. Nigdy nie być strapionym, niespokojnym, zbolałym, drażliwym, czy rozgniewanym; nie dziwić się niczemu, co mi się przytrafia; nie czuć, by cokolwiek zostało uczynione przeciwko mnie. Z jednakim pokojem przyjmować brak pochwał, zarzuty i pogardę’ znajdować w sobie błogosławione sanktuarium,. W którym mogę się schronić i zamknąć za sobą drzwi, a potem w tajemnicy uklęknąć przed mym Ojcem i zaznać zgody i harmonii – zanurzyć się w nich niczym w głębokiej zatoce ciszy, podczas gdy wody wszędzie wokół wydają się wzburzone

 

Mam nadzieję, że przytoczone wyżej fragmenty dadzą komuś jakiś pożytek w rozważaniach na temat pokory tak jak dały go i mnie. Na koniec – tak na marginesie – chciałbym podzielić się pewnym pomysłem, który z powodzeniem realizuję. Jakiś rok temu – gdy po uciążliwym głodzie alkoholowym postanowiłem czytać pół godziny dziennie fragment literatury aowskiej, w ten sposób szukając odpowiedzi na pytanie „Jak lepiej służyć? Aby zmniejszyć szansę na nawrót” – natknąłem się na pytanie w jednej z naszych broszur: „Czy zaprenumerowałeś komuś Zdrój?”. Pomyślałem wtedy, że w sumie to ciekawy pomysł i nie wpadłem wcześniej na to by komuś zaprenumerować – choć sam dla siebie miałem już prenumeratę roczną.

Wtedy postanowiłem: „Przy kolejnej swojej rocznicy będę prenumerował na rok Zdrój tylu osobom, ile lat minęło od mojego do mojego pierwszego przyjścia do AA”. W postanowieniu trwam do dzisiaj. Przez kolejne miesiące zbieram pieniądze – które odkładając regularnie są dużo łatwiejsze do uzbierania, a kwota odkładana miesięcznie, jest nie porównywalna z kwotą niegdyś przepijaną – i gdy nadchodzi dzień rocznicy, to zamiast kupować ciasta to kupuję komuś roczną możliwość dołączenia do grona czytelników naszego pisma, które – jak już się przekonałem – czasem okazuje się, że ratuje przed napiciem się będąc formą jednoosobowego mityngu.

Robię to z wdzięczności dla mojej Siły Wyższej i wspólnoty, dzięki której mogę trzeźwieć.

 

Pogody ducha,
Zenek alkoholik”

ps. „zenek” to pseudonim 😉