Podświadomość wie co zrobię

Źródło obrazka: tutaj

Dzisiaj i przez kolejne 2 wpisy tematem mojego pamiętnika będą artykuły trochę bardziej psychologiczne. Dzisiaj jest działanie naszej świadomości, a w zasadzie to bardziej skupię się na podświadomości. Ktoś mógłby się zapytać: „Po co pisać o czymś, o czym już chyba każdy – mniej lub bardziej – szanujący się pisarz internetowy pisał nie wspominając o psychologach?”. Mój powód jest dla mnie jasny: odnoszenie się do tego w przyszłości.

Większość moich wpisów, które planuje napisać być może będzie bardziej lub mniej związane z działaniem naszej świadomości i podświadomości, dlatego zamiast odnosić się do artykułów pisanych przez inne osoby, postanowiłem napisać własny artykuł o podświadomości w skrócie, by zwiększyć odpowiedzialność za to, co piszę i żeby pozostawać bardziej spójny w moich tekstach. Chociaż wiem, że nic nowego tutaj nie odkrywam tym artykułem i pewnie ten temat jest już większości ludziom dobrze zanany, ale tak dla formalności postanowiłem o tym napisać, by potem móc pisać o czymś innym bazując na tym co napiszę tutaj, więc to jest swojego rodzaju fundament. Informacje dotyczące podświadomości pochodzą głównie ze szkolenia Andrzeja Kaczorowskiego „Praca z podświadomością”, w którym miałem okazję uczestniczyć.

Pierwszą i myślę, że kluczową rzeczą, którą powinien wiedzieć każdy kto chce zgłębić ten temat, jest to, że podświadomość decyduje w 99% za nasze życie, a świadomość w 1%. W życiu słyszałem różne dokładne procenty, ale proporcje zazwyczaj są podobne. Dla każdego, kto słyszy i rozumie tę informację pierwszy raz to podejrzewam, że to może być szok, tak jak i dla mnie był. Obrazowo można to przedstawić na słynnym obrazie góry lodowej, np. takiej jak ta:

góra lodowa, woda, słońce mało na powierzchni dużo pod wodą

Gdzie to białe na górze co widać to świadomość, a to wszystko pod wodą to podświadomość. Przy czym to co wystaje ponad poziom wody, to w istocie 20% całej góry, więc, żeby rzeczywiście zobrazować ile to jest, to trzebaby podzielić jeszcze to na 20 części i dopiero jedna z tych części odpowiada temu, za co decyduje świadomość. Nie wiem czy to dla Ciebie wydaje się być dobra czy zła wiadomość, ale tak po prostu jest.

Czyli teraz, żeby myśleć o zmianie, albo podjęciu jakiejkolwiek Twojej decyzji, czy według Ciebie warto w ogóle zajmować się świadomością, czyli wszystkim tym, co możesz wziąć na rozum? Według mnie szkoda naszej energii na to. A jeśli tą informację połączymy z tym, że nasz mózg kształtuje się do 18-19 roku życia to już wiemy, dlaczego nasze dzieciństwo jest tak bardzo ważne, dla naszego rozwoju. Bo to ono decyduje w większości o naszym życiu dorosłym. Oczywiście można później jeszcze dokonać pewnych zmian odpowiednio pracując z podświadomością , ale to jest praca znacznie dłuższa niż ta, która byłaby w dzieciństwie wykonana i znacznie więcej energii trzeba w włożyć, żeby coś zmienić, w porównaniu do tej, gdy byśmy coś tworzyli na nowo – to oczywiste. Oczywiście zmiany są możliwe tym szybciej im szybciej zaczniemy je robić, choć nie wszystko da się zmienić. Bo dzieciństwo jest tylko jedno.

Jak się dowiedziałem podczas własnych poszukiwań z dziedziny psychologii, podczas leczenia nerwicy – która w moim rozumieniu symbolizuje leczenie psychiki w ogóle – jest tak, że terapeuci stosują terapię psychologiczną gdy człowiek ma 20-30 lat i wtedy są najlepsze efekty, a gdy ktoś ma powyżej 50 lat, to już zazwyczaj stosuje się farmakologiczne leki i już raczej nie pracuje się z podświadomością. Czyli im ktoś starszy, tym trudniej jest o trwałą zmianę, bo nawyk jest dużo silniejszy niż wcześniej.

Jaka jeszcze jest ważna informacja, na temat podświadomości? Moim zdaniem ważne jeszcze jest to, że to co mamy w głowie „zapisane” to po prostu to realizujemy, a nasz wybór jest pozorny. Niektórzy być może jeszcze wierzą, że sposób ich działania polega na tym, że zbierają sobie kilka faktów, analizują je, po czym podejmują decyzje co robić i robią to. Na szkoleniu prowadzący mówił, że jest tak, że ktoś najpierw podejmuje decyzje co zrobi, a potem szuka najbardziej wygodnych usprawiedliwień swojego działania, a w przypadku gdy ich nie znajdzie mówi, że „nie wie dlaczego to robi”.

Przykładowo, kiedyś spotkałem kobietę, o której dowiedziałem, że z pokolenia na pokolenie jej matki nie żyły z mężczyznami z jakiegoś powodu. Jak się dowiedziałem później, panowało u nich przekonanie, że mężczyźni są źli i mimo prób różnych kobiet, nie udawało im się zostać w szczęśliwym związku dłużej niż kilka lat. Ta kobieta, oczywiście tradycyjnie też nie była w związku ze swoim mężem i od kilku lat z nim nie mieszkała.
Zadałem jej więc jej pytanie: Czy szuka sobie innego mężczyzny? na co ona udzieliła mi odpowiedzi, której się nie spodziewałem. A mianowicie brzmiała ona tak: Ogólnie to chciałbym się z kimś związać, ale nie mogę pozwolić by jakiś mężczyzna bił moje dzieci. Szczerze mówiąc zdziwiłem się taką odpowiedzią, ale pomyślałem, że może poprzedni jej mąż tak robił, więc spytałem się też o to, lecz odpowiedziała, że nigdy nie było takiej sytuacji poza „normalnymi” klapsami. Czyli nie pamiętała sytuacji, by mąż postąpił w tej dziedzinie niezgodnie z jej normą etyczną.

Wiec spytałem się Skąd w takim razie ten pomysł? Odpowiedź była równie krótka, jak i zastanawiająca: Bo znajoma związała się z mężczyzną, który bił jej dzieci i ja się teraz tego boje. Pomyślałem sobie: gdzie tu związek między tymi sytuacjami? Równie dobrze można nie wychodzić na przejście dla pieszych, gdy znajomego potrąci samochód. Dla mnie związku między tymi sytuacjami nie było, ale ta kobieta naprawdę w to wierzyła, że powodem jej decyzji, jest ten fakt i moje argumenty, że przecież takiego człowieka w razie potrzeby, można się pozbyć z domu w jeden dzień i, że przecież sytuacja koleżanki w ogóle nie ma związku z jej sytuacją zdały się na nic. Chociaż wiem, że nawet jeśli jakimś cudem udałoby mi się ją przekonać, to i tak to byłoby bez sensu, bo wtedy znalazłaby sobie inny równie racjonalny powód, więc zostawiłem ją z jej przekonaniem.

Z tego co wiem, to tak się dzieje z naszymi przekonaniami na tematy zawodowe jak i związkowe, a zwłaszcza rodzinne. Prawda jest taka (dla jednych dobra dla innych niekoniecznie), że jeśli ktoś ma teraz więcej niż 20 lat, to najprawdopodobniej bez ingerencji psychologicznej w podświadomość już jej/jego życie rodzinne jest zaklepane. I nie ma znaczenia co będzie robić, to i tak będzie ono wyglądało tak, jak zostało zapisane w podświadomości. Tak jak napisałem wyżej, można w jakimś zakresie starać się to zmieniać, ale myślę, że zanim się zacznie to robić, to warto pamiętać, że to jest walka kilofem z górą lodową, która w zależności od stopnia chcianej zmiany i wieku, może trwać kilka albo nawet kilkanaście lat (przy bardzo silnej determinacji, otwartości na zmiany i fachowego prowadzenia – jeśli szkolenia to prowadzone przez wykwalifikowanych specjalistów, a nie tych, którzy mówią, że są specjalistami).

Dlatego też w różnych sytuacjach, moim zdaniem, całkiem sensownym wyjściem jest po prostu pogodzenie się z tym, kim się jest i co się otrzymało od świata, jak bardzo skromne by to nie było i nauczenie się z tym żyć, rezygnując z wyobrażonego doskonałego obrazu samej siebie. Bo można całe życie walczyć starając się realizować czyjąś (lub nawet naszą) wizję nas samych, a można w pewnym momencie powiedzieć: Stop! Jestem jaki jestem no i dobra! zacząć odnajdywać szczęście w zwykłych rzeczach, pamiętając, że podświadomość i tak nie pozwoli nam byśmy robili rzeczy z nami niespójne.

Pogody ducha,
Szrek