Podsumowanie roku 2015 cz.2

Kolejnym wg mnie ważnym wydarzeniem w tym roku było nauczenie się rozpoznawać i nazywać uczucia (o uczuciach szerzej w innym wpisie). Od dawna wiedziałem, że ta umiejętność jest bardzo ważna i daje dużo korzyści, ale jakoś ni jak mi nie szło. Moja terapeutka, skutecznie zachęciła mnie do tego, by zacząć prowadzić dziennik uczuć. Wspominam to jako wielce traumatyczne wydarzenie. Pod koniec Września (prowadziłem dziennik przez cały Wrzesień) mówiłem o ostatnich dniach, że czuję się tak, jakbym czołgał się po błocie, albo po jakimś drucie kolczastym. Doświadczyłem dużo bólu psychicznego w trakcie tego doświadczenia.

W jednym tygodniu żyłem jak na haju i czułem, że jestem w niebie całkowicie oderwany od rzeczywistości, a w kolejnym tygodniu doświadczyłem stanu przeciwnie skrajnego. Czułem się na dnie emocjonalnym. Zastanawiałem się, czy moje życie ma sens i że już chyba nic dobrego mnie nie czeka w tym życiu. To była taka ciężka przeprawa i gdyby mnie moja terapeutka w tym nie wspierała, to na pewno bym już dużo wcześniej zrezygnował. Bałem się, że przez pisanie tych uczuć zaraz umrę, ale wierzyłem, że skoro tak mi terapeutka zaleciła, to jakiś sens w tym musi być i być może dzięki temu dowiem się czegoś wartościowego o sobie – a na tym mi zależało. Zaufałem, że skoro tak terapeutka mówi, to nic mi nie grozi.

Skoro już się tego podjąłem, to zaangażowałem się w to na 100% i bardzo rzetelnie spisywałem wszystkie swoje uczucia. Jak się później okazało było warto. Dzięki temu doświadczeniu znacznie więcej odczytuje własnych uczuć i dzięki temu mam większy kontakt z rzeczywistością – co przy mojej tendencji do bujania w chmurach okazało się bardzo przydatne – ale i zdecydowanie dużo łatwiej jest mi teraz zrozumieć inne osoby. Jestem przekonany, że mój poziom empatii wzrósł w sposób znaczny. A to z kolei przekłada się na o wiele bardziej zadowalające relacje z ludźmi, a więc i szczęśliwsze życie. Efekty tego ćwiczenia są dla mnie bezcenne, choć musiałem za nie zapłacić wysiłkiem z góry, to teraz wiem, że się bardzo opłacało i cieszę się, że potrafiłem tak zaufać terapeutce i nie poddać się gdy było ciężko kontynuować zadanie.

W tamtym roku również zacząłem pracę, która daje mi satysfakcję. Nie chce za dużo szczegółów o niej mówić – choć sprawny psycholog i tak może się domyślić nim doczyta do końca ten wpis -, by nie zejść z anonimowości, na której mi zależy – jak wie każdy kto przeczytał dział „o mnie”. To, co mogę powiedzieć o mojej obecnej pracy, to to, że mam do czynienia z wieloma ludźmi – z klientami, którzy często są roszczeniowi, a gdy czegoś chcą bezpośrednio to są mili – ale w większości są roszczeniowi i chętnie już wiele razy bym im powiedział kilka słów od serca, by wyrazić co myślę o ich zachowaniu, lecz stanowisko zobowiązuje mnie do zachowania kulturalnej postawy.

Mimo tych chwil nieciekawych, to moja obecna praca, daje mi możliwość porozmawiania z nimi o świecie i trochę podzielenia się moim doświadczeniem (o dzieleniu się doświadczeniem będzie oddzielny wpis) i z tego mam najwięcej satysfakcji i zadowolenia. Praca ogólnie przyszłościowa i rozwojowa, mam umowę o pracę na rok i mam nadzieję, że mi przedłużą.

Na koniec wspomnień z ubiegłego roku chciałbym napisać jeszcze kilka słów o świętach. Te święta były całkiem udane, bo spędziłem je z rodziną. Wigilię i połowę 1 dnia świąt. Nawet nie bardzo się kłócili o politykę, co jest powodem mojego zdziwienia, bo kłócenie prawdziwa tradycja. Tylko trochę wspomnieli o politykach zaraz przed moim odjazdem.

To czego się nauczyłem w te święta, to między innymi to, że nie warto kupować wartościowych prezentów. Kilka lat temu nie miałem za bardzo pieniędzy, więc najbardziej symbolicznie jak tylko byłem w stanie chciałem coś kupić każdemu z obecnych na świętach, na których byłem. Poszedłem do papierniczego w poszukiwaniu inspiracji.

Spojrzałem na linijkę i pomyślałem: „Żeby można było zmierzyć każdy sukces…” – kupiłem. Spojrzałem na nożyczki i pomyślałem: „Żeby można było wyciąć każdą złą chwilę w życiu…” – kupiłem. I tak kolejno dobierałem najróżniejsze zwykłe przedmioty i wymyślałem do nich niezwykłe hasła. Na końcu wydrukowałem taki napis na kartce: „Najlepsze prezenty w głębi serca masz” – usłyszane z resztą z reklam coli.

Pomysł tak rodzince się spodobał, że mimo, iż minęło już od tego wydarzenia kilka lat, to do tej pory je wspominają. Osoba, która dostała linijkę ostatnio cieszyła się, że ją dostała i mówi, że ma ją dalej w szufladzie, a kartka z hasłem coli została oprawiona w ramkę i cały czas stoi na kredensie w eksponowanym miejscu w pokoju, gdzie rodzina spędza najwięcej czasu.

W tym roku miałem więcej pieniędzy, więc mogłem sobie pozwolić na nieco większe wyszukanie i już od Listopada zacząłem kompletować przedmioty, które – moim zdaniem powinny im się spodobać, zgodnie z zainteresowaniami ludzi. Najpierw porozmawiałem z każdą osobą, której coś chciałem kupić i wybrałem prezent, który wg mnie powinien jej najbardziej pasować do kwoty ok 30 zł.

Jednakże przekonałem się, że te prezenty trochę ich ucieszyły, ale sensacji nie było. Minęło kilka dni od świąt i już za bardzo o tym nie mówią. Może później zaczną więcej, a może cieszą się w ciszy serca. Jednak z mojego punktu widzenia, ten pomysł z prostymi i bardzo tanimi rzeczami sprawił im dużo więcej przyjemności niż te droższe rzeczy, dlatego w przyszłym roku, postaram się nie za bardzo szaleć z wydaną kwotą.

To byłoby tyle z ważniejszych dla mnie rzeczy jakie pamiętam z tamtego roku. W tym mam takie refleksje, żeby bardziej otworzyć się na ludzi. Do tej pory trochę zamknąłem się w swojej wspólnocie i wśród ludzi, którzy są bezpieczni – czyli nie lubią przemocy i są mili dla każdego. Ostatnio jednak byłem na sylwestrze, gdzie byli różni ludzie z różnymi poglądami i charakterami i cieszę się, że mogłem z nimi spędzić ten czas, bo bardzo dużo się od nich nauczyłem. Z pewnością wiele razy jeszcze będę się odnosił do poszczególnych sytuacji z tego wydarzenia i chcę więcej przeżywania takich relacji.

Pogody ducha
Szrek.