Ludzie szukają w tysiącach róż tego, co mogliby znaleźć w jednej róży

Źródło obrazka: tutaj

Dzisiaj czuję, że kilka dni temu dokonałem przełomowego odkrycia w swoim życiu. Dzisiaj uważam, że poczułem czym jest miłość.

Wiem, że to mocne słowa, ale to jest dla mnie tak wielkie odkrycie, że mimo zmęczenia napisałem od razu ten wpis, żeby oddać najbliżej jak to czuje. Jest to dla mnie nowość i jeszcze tego dokładnie nie zdążyłem zbadać, ale uważam, że właśnie dzisiaj zrozumiałem, co Mały Książę (o którym wpis jest kwestią czasu) miał na myśli mówiąc: Ludzie (…) hodują pięć tysięcy róż w jednym ogrodzie i nie znajdą w nich tego czego szukają… (…) A przecież to czego szukają mogliby znaleźć w jednej róży. Gdy usłyszałem ten cytat podczas oglądania najnowszej animacji tej powieści, zapamiętałem go. Jednak nie do końca wiedziałem czym to coś jest. Domyślałem się, że może chodzić o miłość, ale nie do końca ją rozumiałem.

Na całość mojego – jak na razie skromnego – przemyślenia jeszcze składa się druga scena z filmu „Mały Książę”, w której róża i Mały Książę zakochali się w sobie, ale byli jeszcze za młodzi, by zrozumieć czym jest miłość i Mały Książę musiał [od niej] odejść.

Tego nie za bardzo rozumiałem. Nie rozumiałem dlaczego Mały Książę musiał odejść i co w ich miłości było nie tak. Spędzali czas razem, lubili się, tęsknili za sobą. Czyli coś do siebie czuli. Choć, wiele razy słyszałem, że miłość, to nie uczucie. Wtedy sobie myślałem: do dupy z taką definicją miłości. Zamiast powiedzieć czym jest, to mówią czym nie jest. I w ogóle jak to nie jest, jak przecież miłość, to troska o innych itp.

Tak rozumiałem miłość. Dzisiaj natomiast odkryłem inny rodzaj miłości. Miłość, którą czuję do wszystkich ludzi jakich znam i jakich nie znam. Tu na myśl przychodzą mi pierwsze słowa Nicka Vujicica, który wyszedł na scenę w Poznaniu, gdy był pierwszy raz w Polsce: Kocham Cię. To było coś niezwykłego. Zastanawiałem się wtedy: Jak to możliwe, że on mnie kocha, jak on mnie nawet nie zna?. Podejrzewał w tym podstęp. Wydawało mi się, że mówi to specjalnie, żeby ludzie przychodzili na wykłady z nim i płacić mu za bilety i żeby więcej zarabiał pieniędzy. Uważałem, że jego żona też raczej jest z nim dla jego pieniędzy, bo to w moim ówczesnym myśleniu, było nie do pojęcia, jak to możliwe, by w pełni zdrowa fizycznie piękna kobieta zechciała wyjść za mąż za człowieka bez rąk i bez nóg – to bardzo duży krzyż mierząc moją miarą. Ewentualnie rozważałem opcje, że sama jest upośledzona i już jak nikt jej nie chciał to przynajmniej takiego sobie znalazła.

Aż mi wstyd teraz wyznawać Ci to co teraz napisałem, ale tak rzeczywiście było. W tej chwili po tym Przebudzeniu? Olśnieniu? czy jak to by jeszcze inaczej nie nazwać, zdecydowanie jestem w stanie zrozumieć jak to możliwe, że Nick kocha wszystkich ludzi, nawet tych, których nie zna. Bo teraz mam inną definicję miłości niż tę, którą wcześniej uważałem za miłość.

Ale może po prostu napiszę Ci co się stało i co zrozumiałem. W sumie to przypisuję tę zasługę dwóm osobom, na spotkaniu z którymi obecnie doświadczyłem pewnego uczucia zmieniając moje postrzeganie, choć jestem pewny, że na to olśnienie złożyło się znacznie więcej doświadczeń i osób niż jestem w stanie przewidzieć.

Pierwsza sytuacja była taka, że pewna mi bliska osoba – nie podaje kto dokładnie, by chronić jej i swoją anonimowość, zgodnie z tym co napisałem w zakładce o mnie – poprosiła mnie o nasmarowanie jej ciała olejkiem. I mimo, iż to była – tak jak napisałem – bliska mi osoba to mimo to, czułem odrazę, gdy miałem to zrobić. Wiem, że potrzebowała tego nasmarowania i nie była przy tym nachalna. Dała mi wybór, jeśli chciałem to mogłem ją nasmarować, a jeśli nie, to nic.

Z racji tego, że mi leży na sercu jej dobro, to postawiłem poświęcić się, i mimo wstrętu, nasmarowałem ją olejkiem. W sumie, to nie było tak źle jak mi się wydawało i poczułem satysfakcję, że udało mi się przełamać.

Druga sytuacja, to taka, że moja koleżanka – którą lubię co prawda – poprosiła mnie o przytulenie, bo czuła się samotna. Ogólnie to nie mam nic przeciwko przytuleniom i swego czasu, to z automatu przytulałem się do dziewczyn na przywitanie, bez względu na to kim była ta dziewczyna. Jednakże z tą koleżanką było inaczej, bo od jakiegoś czasu wiem, że się we mnie podkochuje tak całkiem fizycznie, bo zdecydowanie bardziej jej chodziło o moją fizyczność, niż rozbudowaną duchowość. Ale mi się nie podobał jej charakter i ja nie byłem zainteresowany związkiem z nią, więc regularnie dawałem jej to znać.

Gdy mnie poprosiła o przytulenie, bo powiedziała, że jest samotna i tylko potrzebuje przytulenia nic ponadto, to na myśl, że miałbym ją przytulić i ona mogłaby czerpać z tego jakąś fizyczną przyjemność w związku ze mną, to czułem wstręt i mnie od niej odrzucało. Nie byłem w stanie tego zrobić. To było takie uczucie niechęci, trochę połączone nawet z lekkim odruchem wymiotnym – aż do tego stopnia. Choć ta koleżanka nie była ani trędowata, ani brudna czy jakoś zaniedbana w jakikolwiek fizyczny sposób. Była zwykłą dziewczyną i z wyglądu całkiem ładną nawet.

Stanąłem wtedy przed dylematem, czy przytulić ją i trochę ją tym pocieszyć, czy trzymać się od niej z daleka udając, że nie ma tematu. Po tygodniu przemogłem się i postanowiłem, że ją przytulę, bo ona tego potrzebuje, a to przecież nic złego. Gdy to zrobiłem, to znowu poczułem, że coś we mnie pękło. Jednak musiało minąć trochę czasu zanim teraz do mnie doszło, że to jest właśnie miłość.

Że miłość to bezinteresowne przyjmowanie drugiego człowieka takim jakim jest. Moim zdaniem to miał na myśli Mały Książę w tej wypowiedzi o róży. Poczułem, że mógłbym z nią być w związku, że już nie potrzebuje dalej szukać, że to bez znaczenia, którą dziewczynę wybiorę by się związać. Każdą mogę kochać tak samo. Co to dla mnie jest za odkrycie! Do tej pory wymyślałem rozmaite kryteria jaka ta żona (dziewczyna) ma być, że ładna, że pokorna, że uczciwa, że zaradna, żeby była dobrą matką, żeby potrafiła dobrze ze mną się porozumieć itp. Wymagania rosły niemalże w nieskończoność – a może miały rosnąć? Gdy nagle dzisiaj odkryłem, że żeby z kimś być mogę zamknąć oczy, wybrać pierwszą lepszą, którą spotkam i po prostu z nią być.

I ja wiem, że byłbym z nią i ja bym potrafił ją kochać taką jaka jest. Z resztą tak miałem już z dwiema dziewczynami, które do tej pory są na mnie wkurzone, a ja do nich czasem coś napiszę. Jednakże, w tedy z jakiegoś powodu ważne było dla mnie, żeby dziewczyna była ładna i jak najbardziej doskonała. Pewnie chodziło o moje poczucie wartości. Uważałem, że jak nie będę miał ładnej dziewczyny, to czułbym się poniżony i ludzie by mnie wytykali palcami lub się ze mnie śmieli, że jestem jakiś upośledzony, że nie potrafię znaleźć sobie ładnej dziewczyny. Naprawdę tak myślałem. Czyli dziewczyna to miałbyś taki przedmiot, który podnosił moją wartość i – zapewne – jakby stracił urodę, to by stracił na tej mej mojej ukochanej wartości i już mógłby stać się zbędny, więc być może trzebaby go było zmienić na inny.

A teraz czuję, że mógłbym być nawet z tą dziewczyną, do której czułem odrazę. Mógłbym. Jednakże, ona nie wie jeszcze czym jest miłość, a ja nie mam prawa od niej tego wymagać, więc związek z nią mógłby nie być zbyt trwały, choć nie znam przyszłości. Za to jestem już zaangażowany z pewną dziewczyną we wspólną przygodę, która jak już się przekonałem wie czym jest miłość – bo np. osobiste wyrzeczenia nie sprawiają jej problemu – i może ewentualnie jakby z nami nic jednak nie wyszło, to może z tą koleżanką się zwiążę.

Na pewno teraz będę mniej wybredny – jeśli w ogóle będę -, bo teraz rozumiem, że w istocie rzeczy, to nie ma znaczenia, którą wybiorę. Każda ma swoje plusy i minusy i z każdą będzie inaczej. I z każdą może być tak samo dobrze.

ps. Trochę przekroczyłem mój limit 2 stron na wpis, ale o takim temacie jak napisać mniej?

Pogody ducha,
Szrek