Kablowanie jest dobre

Źródło obrazka: tutaj

Wiem, że tytuł jest nieco kontrowersyjny i może wywołuje lekki dysonans poznawczy (o tym pisałem tutaj), bo samo słowo „kablowanie” już jest nacechowane negatywnie jako coś złego. A jak ja napisałem, że to moim zdaniem jest coś dobrego, to naturalnie i ja czuję się poruszony, kiedy to czytam, ale nie wiedziałem jak moją myśl inaczej ująć.

A moja myśl jest taka, że im bardziej ktoś ponosi konsekwencje swoich czynów, tym bardziej ma szansę coś dobrego z tego się nauczyć. A im bardziej ktoś przyzwyczaja się do unikania konsekwencji, tym bardziej ktoś dochodzi do wniosku, że w sumie to nic złego nie robi, bo przecież ludzie się godzą na jego zachowanie, więc może ktoś sobie pomyśli, że dobrze robi. Może przytoczę kilka konkretnych przykładów.

Kiedyś mój znajomy wspominał mi o pewnym policjancie, który był bardzo konsekwentny w tym co robi i w pełni duchowym zaangażowaniem wykonywał swoją pracę jako policjant. Czyli był taki prawdziwie uczciwy w swoim postępowaniu. Jak ktoś łamał przepisy, to on go łapał i nakładał karę zgodnie z taryfikatorem. Można by powiedzieć nic specjalnego, robi to co ma do zrobienia, ale ja bym go określił takim prawdziwym policjantem z powołania, a nie z łapanki, bo nie było gdzie indziej iść do pracy. Oczywiście to tylko mój punkt widzenia, bo pewne osoby, których ukarał nazywali go „służbistą”.

Dlaczego mogli go tak nazywać? Bo z tego co wiem, to jak raz zobaczył, że koledzy policjanci rozmawiają przez telefon podczas prowadzenia samochodu, to nałożył na nich mandat. Podobno nawet swojemu ojcu zabrał prawo jazdy, za jazdę pod wpływem alkoholu. W moich oczach to jest taki prawdziwie uczciwy i rzetelny w swojej pracy. Może pomyślisz, że to z ojcem to przesada, ale czy na pewno? Przecież taki ojciec wiedząc, że ma syna policjanta może czuć się jeszcze bardziej bezkarny, bo może czuć, że to ona ma władzę, a jak udowodniono naukowo władza zmienia człowieka (dowód: tutaj ).

A nawet jakby nie zmieniała, to wyobrażam sobie, że może ten policjant myślał sobie w swoim duchu uczciwości: „Czy to, że to mój ojciec, to znaczy, że ja mam godzić się z tym, że może narażać życie innych na drodze w większym stopniu, niż to robią inni kierowcy?” To tylko moje wyobrażenia, więc nie będę tego tutaj dalej rozwijał. Dodam tylko, że ja chciałbym, żeby wszyscy policjanci – chociaż w Polsce – byli tacy uczciwie wykonywujący swoje obowiązki jak ten „służbista”. Może czasem bym tego z tego powodu cierpiał (chociaż czy na pewno tak często?), gdyby mnie ukarali, ale w większości czasu, bym był zadowolony, wiedząc, że żyje w prawdziwym kraju prawa.

Nie wiem czy wiesz, ale alkoholik nigdy nie dowie się, że jest alkoholikiem dopóki ktoś mu tego nie powie. Ja bym nigdy nikomu nie uwierzył, że jestem alkoholikiem, gdyby mi tego jasno i konkretnie nie pokazały życzliwe osoby. Ale zanim trafiłem do tych życzliwych osób, to najpierw przebywałem wśród osób, którzy się nade mną pastwili wspierając moje picie. Często mówili: „Ty to jesteś gość, że tyle potrafisz wypić”, „Z Tobą to najlepsza impreza”, „gdy zabalujesz to jesteś duszą towarzystwa”. Nie zwracali uwagi na to, że ja właśnie niszczę swoje zdrowie i dokładam cegłówkę do swojego samobójstwa.

Raz np. gdy obudziłem się w domu z rozbitą głową i przebłyskami, że chyba śniło mi się, że byłem w szpitalu (a byłem naprawdę), to jeden z członków mojej rodziny podsumował z uśmiechem: „Ale była wczoraj impreza co?”. Tylko jak powiedzieć alkoholikowi, że jego picie nie jest w porządku? Najlepszym sposobem (jaki znam) jest pozwolenie mu na poczucie konsekwencji swojego picia. Czyli jak ma kaca, to nie podawanie mu wody do łóżka. Jak coś złego zrobił pod wpływem alkoholu, to nie łagodzenie tego skutków mówiąc np. „Oj w sumie to nic się nie stało, nie przejmuj się”, tylko raczej: „To że wybiłeś wczoraj szybę wczoraj było złe.”. A co robią zazwyczaj rodziny alkoholików (współuzależnione)? Maskują te złe zachowania uważając, że wtedy pomagają swojej bliskiej osobie, chronią go od nieprzyjemnych uczuć. Ukrywają przed sąsiadami, rodziną „wpadki” osoby z problemem nie dając jej szansy tego zobaczyć, przez co nie tylko krzywdzą te osoby nie dając im możliwości poczuć konsekwencji (to jest przemoc), ale i samych siebie, bo przez takie zachowanie problem będzie się prawdopodobnie powiększał, bo taki ktoś z problem może tego nigdy sam nie zobaczyć.

Oczywiście wiem, że to nie łatwe, bo sam wychowałem się w rodzinie z dużym problemem alkoholowym. W takich rodzinach najczęściej dominuje zasada: „Nie mów, nie ufaj, nie czuj”, ale to temat na oddzielny wpis. W takim razie co ja osobiście rekomenduje ludziom w relacjach, które uważają za krzywdzące? Stanowczo wyciągać konsekwencje. Po pierwszym uderzeniu (być może psychicznym, nie koniecznie fizycznym). Nie musi to być od razu sąd, ale w konsekwencji jeśli nic nie pomaga to też zdecydowanie rekomenduje. Wielu moich kolegów z terapii na początku byli wkurzeni na swoje rodziny, że ich do sądu wysłali i zmusili do terapii, ale teraz są im bardzo za to wdzięczni i twierdzą, że dzięki temu uratowali im życie.

Z tego co się dowiedziałem na terapii, to konsekwencja nie musi być duża, ale dużo ważniejsze jest to, żeby była nie unikniona. Żeby każdy kto złamał zasady (które wcześniej zostaną ustalone), powinien być przekonany, że nie uniknie kary i to jest najważniejsze. Dlatego, bardzo przydatne może okazać się ustalanie określonych konsekwencji za „błędy” i stanowcze się ich trzymanie. Wg mnie, to jest bardzo ważne, by każdy w relacji czuł się bezpiecznie i żeby każdy znał granice, których przekroczenie kogoś krzywdzi.

Na koniec jeszcze napiszę słowa jednego z najsłynniejszych psychologów na świecie Carla Junga, o których przeczytałem w książce „Męskość. Nowe spojrzenie” (o której jeszcze na pewno będę pisał):

Gdy ktoś awansował podobno zwykł mówić:
„Tak mi przykro, ale jeśli będziemy się trzymać razem to jakoś sobie poradzimy”

A gdy ktoś stracił pracę, to mówił:
„To wspaniała wiadomość! Z tego wyniknie coś dobrego.”

Odkąd się tego dowiedziałem, to przestałem nieustannie ludzi „chronić” od złych wiadomości i konsekwencji, bo tutaj jeszcze ja się dopatruje działania „teorii stanów przeciwstawnych”, ale o tym w innym wpisie.

Pogody ducha,
Szrek.