Jeśli naprawdę chcę coś zmieć w życiu – idę na terapię

Źródło obrazka: tutaj

To moim zdaniem najskuteczniejsza opcja, bo inaczej zmiany będą małe, mało znaczące albo żadne poważne. Wcześniej wbrew temu co uważałem na swój temat, moja prawdziwie dobra zmiana była żadna w dobrym kierunku. I piszę tu o zmianie w życiu, a nie w pracy, bo na to jak osiągnąć jakiś tam sukces w pracy to pewnie inni wiedzą. Ja w moich oczach osiągając sukces w pracy byłem przekonany, że osiągam sukces w życiu, a tymczasem tylko bardziej się staczałem (pisałem o tym tutaj).

Wiem, że pracując nad swoją zmianą w życiu w pojedynkę jestem bez szans na trwałą poważną zmianę. Absolutnie nie wierze w skuteczny samorozwój swojego życia. Móże dlatego, że sam kiedyś byłem tzw. coachem. Zachecałem ludzi do tego by pracowali nad sobą, min. chdząc na szkolenia, czytając książki itp. Byłem przekonany, że jak będę czytał mądre teksty, książki, artykuły, jeśli będę obserwował ludzi jak się zachowują to, że zmienię znacząco swoje życie stosując metody takie same jak ci, którzy w moich oczach coś osiągnęli. Jednakże to jest tak bardzo bezcelowe, że aż żal mi samego siebie gdy myślę o mojej wcześniejszej naiwności, że to skuteczne.

Na terapii dowiedziałęm się między innymi, że każdy buduje swoje życie rodzinne przenosząc atmosferę z własnego domu.

Teraz się zastanawiam czy chcę mieć w swoim domu atmosferę domu rodzinnego? Jeśli nie, to czym prędzej idę na terapię. To moja motywacja, bo w moim domu nie było atmosfery miodem i mlekiem płynącej delikatnie mówiąc, choć na pierwszy rzut oka mogłoby dla wszystkich się tak nie wydawać. Dlatego wiem, że im szybciej tym lepiej. Jeśli nie chce mi się iść, to biegnę.

Możesz się mnie zapytać: „Dlaczego uważam, że samemu to można rąbać drzewo, a nie dokonywać trwałych zmian w swoim życiu?” Od pewnego psychologa słyszałem, że jest taka zasada: jeśli dwie osoby patrzą na jedną osobę i każda z nich mówi o niej co innego, to te osoby mówią o sobie. Bo każdy mówi, przez własny punkt widzenia. Dlatego też, jeśli czytam coś, to wybieram i wprowadzam tylko te zmiany, z którymi się zgadzam. Więc, które już mam w sobie. Więc to żadna zmiana.

A więc potrzebuję osoby, która mi powie, coś czego jeszcze nie wiem. U mnie było tak, że najbardziej znaczące zmiany przychodziły po nieprzyjemnych doświadczeniach. Dowiedziałem się min. że od bólu nie ucieknę. Że jest wpisany w moje człowieczeństwo tak samo jak radość, i inne uczucia. Że potrzebuje to zaakceptować, pogodzić się z tym, poddać się. A czasem myślę, że może dobry kolega mi pomoże lepiej niż jakiś tam obcy terapeuta? Jednakże zaraz uświadamiam sobie, że żaden kolega nie wytrzyma prawdziwej pracy z podświadomością (o podświadomości było tutaj). A większość kolegów przecież nie powie nic ponad to, że „będzie dobrze”, „jakoś to będzie”, „trzymaj się”, „weź się w garść” czy tam inny śmieć językowy, który nic nie znaczy.

Osobiście się przekonałem setki razy, że sam nie dam rady, potrzebuję kogoś do zmiany. Im szybciej to zrozumiałem, zaakceptowałem i poszedłem do terapeuty tym szybciej mogłem coś zrobić dla siebie i dla moich bliskich. Tych obecnych i tych, którzy przecież jeszcze najdejdą. Często o nich myślę gdy wybieram się do terapeuty.

Pewnie domyślasz się, że nie piszę tego do końca we własnym interesie, bo przecież nie jestem terapeutą i nic nie wskazuje na to, żebym był. Piszę to też w Twoim interesie. Ja mogę się tylko podzielić doświadczeniem, jeśli coś z tego okaże się dla Ciebie pomocne, to masz z mojej strony pełną dowolność w korzystaniu z tego. I jeśli możesz, to nie pisz mi, że Ci to pomogło, bo wtedy mam najwięcej pokory, gdy nie czuję, że mógłbym odnieść jakiś sukces. Dziękuję.

Pogody ducha,
Szrek.