Genialny (?) sen

Źródło obrazka: tutaj

Dzisiejszy wpis jest o moim śnie, który mi się przyśnił jakiś czas temu. Terapeuta określi ten sen jako genialny. Oto on:

„Przechodziłem obok osiedla na którym się wychowałem, szedłem do domu mojej babci. Zobaczyłem, że dosłownie tuż obok miejsca, w którym spędziłem najwięcej czasu w dzieciństwie stoi kilka bardzo starych domów. Wyglądały na zaniedbane i opuszczone. Deski były wyłamane, i szyby w oknach częściowo wybite tak, że można było spokojnie zobaczyć co jest w środku. I szedłem obok tych domów i patrzyłem co tam jest. Tam był bardzo duży bałagan. jakieś części ubrań i gruzu leżących na piętrze z częściowo dziurawą podłogą. Dziura była na pół piętra. Gdy przechodziłem obok nich zatrzymałem się przy ostatnim z nich. Była to stara stacja kolejowa. Miała tabliczkę informacyjną, że to budynek, który pochodzi z roku 1679 roku. Były tam zapisane jeszcze różne informacje, ale nie było ich widać bo były przykryte kurzem i zatarte. Pod tą tabliczką była inna tabliczka jakby „księga gości” i tam można było się wpisywać. Gdy ja ją dotknąłem, to zostawiłem rysę na tym, bo chciałem zobaczyć czy można po niej pisać palcem. Tabliczki były zrobione z jakiegoś czarnego materiału jakby z „granitu” takiego jak na cmentarzu groby się robi. Gdy zarysowałem tabliczkę z podpisami gości, to pojawiła się zjawa w postaci wilka chodzącego jak człowiek i ubrana w stare ubrania. Tej zjawie nie podobało się to, że odważyłem się naruszyć ich tabliczkę. Że cos od siebie wprowadziłem. Za kare – jako dowcip – zamieniła mi stopy na odwrotne. W sensie, że gdy chciałem iść do przodu, to szedłem do tyłu i tak wykonywałem w miejscu taki kwadrat, bo byłem zdezorientowany i nie mogłem się nauczyć jak mam chodzić, żeby przesuwać się w kierunku, w którym chciałem. Zjawa się śmiała ze mnie a ja byłem wyraźnie zdezorientowany i przestraszony. Zjawa też się ruszała w miejscu przeskakując z miejsca na miejsce obok mnie, ale trzymając się jednego miejsca na przeciwko mnie. Scenę ze zjawą widziałem z pozycji trzeciej osoby – obserwatora. Wcześniejsze wszystkie momenty przeżywałem z pozycji pierwszej osoby.

Gdy przyglądałem się tym domom to mimo, że były stare i podejrzewałem, że mogło w nich straszyć, to jakoś nie byłem się ich za bardzo, były neutralne, patrzyłem na nie bez emocji, raczej z ciekawością i ze zdziwieniem, że nigdy wcześniej ich tutaj nie widziałem, mimo że spędziłem obok tego miejsca kilkanaście lat. To było radosne odkrycie i towarzyszyło temu uczucie ekscytacji. Jednak sen był straszny, obudziłem się z poczuciem lęku – Strasznie zrobiło się dopiero gdy wyszedł wilk zjawa – Najstraszniejsza była głowa wilka – taka wzdłużna i z dużymi zębami jak w bajce o czerwonym kapturku. I ten wilk miał duże pazury, widziałem, że jest groźny, choć nic jawnie strasznego nie zrobił, bo tylko sobie ze mnie żartował i śmiał się niby wesoło mu było, to wiedziałem, że jak zacznę stawiać opór, to może się rozzłościć i wtedy może zrobić mi prawdziwą krzywdę.

Potem jakoś urwała mi się ta scena i pamiętam, że wróciłem w tamto miejsce, żeby lepiej je zbadać, ale za to rozmawiałem przez telefon z Derrenem Brownem – specjalistą do spraw hipnozy i pracy z podświadomością. Chodziłem wokół domu i opowiadałem co widzę. Wiedziałem, że on nie boi się duchów, bo nagrywał programy telewizyjne, że duchy nie istnieją i to tylko wyobraźnia. Gdy oglądałem ten dom to opowiadałem mu co mnie spotkało ostatnio jak tu byłem. Jednak jak przyszedłem tam drugi raz ze „wsparciem” to zobaczyłem, że do tego domu „dworca kolejowego” jest dobudowany inny dom. Praktycznie ściana w ścianę. To był już zwykły dom, z grubymi ładnymi drzwiami, dachem nad wejściem i nad drzwiami wisiał kabel od internetu. Widziałem, że to był już zdecydowanie nowy dom, stabilny i nowoczesny. Dziwiłem się, że stoi przy takiej ruderze, bo tam kompletnie nie pasował.

W tym momencie przeniosłem się do kościoła podczas mszy i zauważyłem, że ludzie stoją i słuchają tego, co sie odprawia. Kościół był bardzo duży, ludzi całkiem niewiele jak na taki kościół. Chciałem posłużyć do mszy, jednak nie miałem komży, choć ministranci pozwolili mi stać razem z nimi bez komży. Trochę sie ze mnie śmieli, że dziwnie wyglądam bez komży jako ministrant, ale przyjęli mnie do siebie. Stwierdziłem jednak, że to nie dla mnie i wróciłem do ławek. Gdy nadeszła chwila na komunię świętą to ludzie ustawiali się w szeregu i ja razem z nimi stałem. Było tam kilka moich uczniów i śmiali się ciągle, nie traktowali poważnie tego co się dzieje na mszy. Dekoncentrowali mnie i chyba też zirytowali innych ludzi, bo ten szereg się rozszedł i stwierdzono, że komunia nie będzie rozdawana, bo nie ma ludzi chętnych ją przyjąć. Ja się zdenerwowałem tym faktem, i przypomniałem sobie o Derrenie Brownie, że on potrafi hipnotyzować ludzi tak by robili co on chce. I postanowiłem nauczyć się hipnozy scenicznej. Wiedziałem, że to tylko na pokazach i tylko niektórzy ludzie robią to co on chce, żeby robili, ale uznałem, że przynajmniej będę sprawiał pozory, że mam kontorlę nad ludźmi. Wiedziałem, że to trochę złudna kontrola, ale pomyślałem, że lepiej taka niż żadna. To trochę godziło w mój szacunek do samego siebie i jak wyobrażałem sobie jak będę to robił, to czułem się poniżony – ale cieszyłem się, że ludzie będą mnie podziwiać i szanować przynajmniej za to jakie stwarzam pozory.”

 

Moja interpretacja:

Domy symbolizują moją rodzinną przeszłość. Tradycję, która choć jakaś była, bo domy stoją, to jednak to była tradycja silnie destrukcyjna i zdecydowanie niszczyła zamiast budować. Ja oglądając te domy, przyglądam się sobie i przekazom, które odziedziczyłem po przodkach. Dworzec kolejowy to może być łącznik między innymi miastami – innymi domami – innymi ludźmi? Może zatrzymałem się przy domu, który symbolizował nawiązywanie relacji z innymi ludźmi. Tradycja i schemat był bardzo stary i silnie zakorzeniony we mnie prawie 340 lat. Ciekaw jestem skąd ta data 1679, czy to tylko symbol bardzo odległego czasu, czy rzeczywiście coś konkretnego mówi, np. że wtedy wydarzyło się coś, co zapoczątkowało rodzinną dysfunkcję.

Gdy chciałem coś zmienić pojawiła się zjawa – jak strażnik przeszłości. Zjawa była jedna, ale oczywiste dla mnie było, że to tylko reprezentacja upiorów, którzy choć nie żyli, to i tak pilnowali swojego dobytku, żeby nic nie było zmienione. Granit – bardzo silny i mocny przekaz, bardzo trwały fundament, ciężki do zmiany.

Mimo, że doświadczyłem ośmieszenia, to i tak wróciłem w to miejsce – ze wsparciem. Derren Brown być może symbolizuje terapeutę, który nie boi się zmierzenia z przeszłością. Co ciekawe, gdy przyszedłem tam po raz drugi to zjawa się nie pokazała, choć wtedy byłem bardziej ostrożny i tylko patrzyłem, niczego nie dotykałem.

Kościół symbolizuje moją duchowość. Próbę jakoś wprowadzenia jej w życie, ale nie jestem zbyt dobrze przygotowany (komża), dlatego trochę wystawiam się na ośmieszenie (reakcja ministrantów), choć jestem przyjmowany. Próba nauczenia trochę duchowości moich uczniów, też kończy się niepowodzeniem. Na końcu zostaje sam i szukam przynajmniej sztucznego źródła podziwu i uznania, skoro nie mogę prawdziwie być szanowany, to przynajmniej sztucznie – uczucie odtrącenia, strach przed ośmieszeniem w bliskości, gdy się otworzę. Gdy ktoś odkryje moje prawdziwe wnętrze to boje się, że się to wyda – że będzie się śmiał i że powie o tym innym osobom i już nikt nie zechce mnie traktować poważnie, tylko będę potępiony na zawsze, bo już każdy będzie wiedział, że ja tylko udaje takiego poważnego, a w rzeczywistości jestem inny.

Pogody ducha,
Szrek.