Co trzeba zrobić, żeby zdobyć dziewczynę? – Nic.

Źródło obrazka: tutaj

Tytuł odzwierciedla moją wymianę zdań z terapeutą, u którego byłem na pogłębionej terapii. Pogłębiona terapia jest bardzo trudna i mało który terapeuta jest w stanie ją poprowadzić. Stąd wiem, że ten terapeuta był bardzo zaawansowany w swoim fachu.

Rozmawialiśmy na terapii o tym, że ja za bardzo uganiam się za dziewczynami. Zaczął mi to tłumaczyć w ten sposób (cytuję z pamięci): Żeby dowiedzieć się jaka jest naturalna kolej rzeczy, może przyjrzyjmy się jak się zachowują zwierzęta. Ludzie są dużo inteligentniejsi i za bardzo kombinują. Zastanówmy się: gdy dwa jelenie z takimi dużymi rogami tłuką się wzajemnie i gdy jeden wygra, to co się wtedy dzieje? Czy obserwujące walkę sarenki czekają, aż ten zacznie się do nich przystawiać? Czy może to sarenki zadowolone zabiegają o jego względy?

Dało mi to do myślenia, bo w sumie to raczej wątpię, żeby taki jeleń uganiał się za sarenkami, kiedy jest takim kozakiem. Raczej wtedy ma mnóstwo sarenek do wyboru. W związku z tym zapytałem się go: To w takim razie co trzeba zrobić, żeby zdobyć dziewczynę? Na to odpowiedział mi: Nic. Osłupiałem. Nie wiedziałem co mam powiedzieć byłem w ogromnym dysonansie poznawczym (co to dysonans pisałem tutaj). Pomyślałem sobie, że jak nic nie zrobię, to na pewno będę sam do końca życia. No bo jak ma dziewczyna sama się poderwać?

Nie mieściło mi się to w głowie. Z jednej strony to mi się to podobało, bo to dość wygodne, że ja mam tylko czekać, nic nie robić i samo się zrobi. Jednak z drugiej strony byłem przekonany, że to skazuje mnie na dożywotnią samotność. Jednakże bardzo mu ufałem (bo nabyłem poglądu, że bezkrytyczne zaufanie w terapii jest bardzo ważne, ale o tym w innym wpisie) i chociaż czułem głęboko, że jeśli tak zrobię, to stanie mi się krzywda, postanowiłem zrobić tak jak mi powiedział.

Gdy rozmawiałem o tym – co zrobić, żeby zdobyć dziewczynę – z innym terapeutą (miałem ich kilku, na różnych terapisach) powiedział, że trzeba jej jakoś zaimponować. Co w sumie mogło się łączyć z tym co wcześniej usłyszałem.

Nie udało mi się to od razu, tylko jeszcze kilka miesięcy mi zajęło obserwowanie i upewnianie się, że tak jest, ale gdy zacząłem na to zwracać uwagę i aktywnie się tym zajmować, to rzeczywiście zacząłem dostrzegać, że coś w tym może być. Pierwsze co pamiętam w tym kontekście, co usłyszałem, to moja znajoma żaliła się, że to nie sprawiedliwe, że dziewczyny zabiegają o względy chłopaków. To chłopaki powinni uganiać się za dziewczynami, a nie odwrotnie. Wtedy nic konkretnego jej na to nie odpowiedziałem, ale w myślach byłem zdziwiony, że ona w ogóle ma pomysł, że to dziewczyny podrywają chłopaków. Potem doświadczyłem praktycznych przykładów.

Pewnego razu w ramach wyrażania uczuć i pokazywania prawdziwego siebie (o pochodzeniu tego przedsięwzięcia napiszę w innym wpisie) siedzę sobie przed spotkaniem grupowym (nie piszę dokładnie jakim w ramach dbałości o anonimowość, o której pisałem w zakładce „o mnie”) i nie odzywam się do nikogo. Byłem ubrany bardzo zwyczajne ubranie, żadne eleganckie, którym to ubraniem nie miałem żadnych szans na wyróżnianie się (co w moim przekonaniu znacznie zmniejsza szanse na zdobycie czyjegoś zainteresowania, nie mówiąc już o poderwaniu dziewczyny). Dwa krzesła obok mnie siedziała dziewczyna, która mi się podobała, ale ze względu na mój ubiór i na to, że absolutnie nie w głowie mi były strategie jak do niej zagadać (bo postanowiłem posłuchać rady terapeuty) przypuszczałem, że nigdy nie uda mi się z nią nawiązać kontaktu, jak to już bywało wiele razy do tej pory.

A tu nagle coś się mnie zapytała! Można pomyśleć Ten Szrek to jakiś mocno napalony albo samotny, że cieszy się, że jakaś dziewczyna coś się go zapytała i już myśli, że ona nie wiadomo co chciała od niego. To, że próbuje mnie poderwać, to było dla mnie bardzo mało prawdopodobne i raczej była na to nikła szansa w mojej ocenie – zgodnie z moimi przekonaniami -, choć tak to dla mnie wyglądało. Pomyślałem sobie Taka dziewczyna do mnie zagaduje? Niemożliwe. Na kolejnym spotkaniu, spoglądała w moją stronę ukradkiem, a na następnym znowu coś do mnie zagadała. Potem cieszyła się na sam widok gdy mnie zobaczyła i chętnie chciała ze mną wracać po spotkaniu do domu. Zauważyłem, że denerwuje się, gdy ze mną rozmawia. Zdecydowanie dostrzegam, że tu coś jest na rzeczy (to jeszcze trwa, bo sprawa jest stosunkowo świeża)

Kolejny przykład. Byłem jakiś czas temu na pewnej imprezie na ok 100 osób. W ramach tej samej co wyżej filozofii wyrażania uczuć i pokazywania prawdziwego siebie przesiedziałem ¾ imprezy na krześle, bo mi się muzyka nie podobała. Miałem tak pierwszy raz w życiu, bo do tej pory, to cały czas tańczyłem, nawet jak mi się średnio podobała piosenka. Myślałem sobie wtedy, że skoro wszyscy tańczą, to ja też będę tańczył, bo inaczej nie będą mnie lubić – Chciałem tym zyskać sobie przychylność innych (o tym na 100% jeszcze stworzy oddzielny wpis).

Tym razem jednak siedziałem zamiast tańczyć, bo mi się po prostu nie podobało, a chyba byłem odosobniony w guście muzycznym, bo tylko ja siedziałem przy stole na 50 osób. Patrzyłem na tańczące osoby i czułem się wyobcowany, samotny i nielubiany przez innych, że tak zamulam sam. Podejrzewałem, że ludzie czują do mnie odrazę, że tak siedzę, a przecież przyszedłem na imprezę (ciekawe mam przekonania na swój temat co? – teraz możesz się powoli zacząć domyślać skąd się wziął mój alkoholizm).

A tym czasem, podeszła do mnie dziewczyna – jedna z najładniejszych (jeśli nie najładniejsza) na całej imprezie – i poprosiła mnie do tańca! Co to był dla mnie za szok! Nie wierzyłem, że to możliwe. W moim odczuciu ludzie powinni mnie w tamtym momencie wytykać palcami, a tu coś tak bardzo odwrotnego mnie spotkało. Dodam, że wcale najładniejszy nie jestem – jak to Szrek 😉 Potem tańczyliśmy jeszcze kilka razy i czuję, że coś się zaczęło dziać. Czy coś z tego wyjdzie czy nie, to w tym przykładzie już sprawa drugorzędna.

Dla mnie liczy się to, że otrzymałem bardzo silne wzmocnienie mojego nowego poglądu, że to właśnie dziewczyny wybierają sobie chłopaków i ubiegają się o nich. Zdecydowanie teraz jestem tego już pewien już na 80% – jeszcze mi został cień wątpliwości, może dlatego, że tak długo zdobywałem takie przekonanie i siedzi to we mnie głęboko.

Na koniec może podzielę się z Tobą moimi przemyśleniami o tym skąd w takim razie u mnie się to wzięło, że jest inaczej niż naturalnie (że to kobiety zdobywają mężczyzn)? Oczywiście 100% pewności nie mam, ale w moim odczuciu wszystko wskazuje na to, że to wpływ mojej nie zdrowej rodziny, w której była wielopokoleniowa patologia, z alkoholizmem na czele. Być może dlatego nastąpiła zamiana ról (jak z piosenki Mai Koman, o której pisałem tutaj) i to kobiety wcieliły się w mężczyzn, a mężczyźni w kobiety (co swoją drogą – z tego co się dowiedziałem na terapii – następuje przy spożywaniu alkoholu nawet na poziomie genetycznym, ale o tym w innym wpisie). No nic, w takich sytuacjach powtarzam sobie, że rodziny sobie nie wybierałem i nie mam możliwości wpływu na to skąd pochodzę, ale mam wpływ na to co z tym zrobię.

Pogody ducha,
Szrek.