Chuj z przekleństwami

Źródło obrazka: tutaj

Przekleństwa w sensie wulgaryzmy, już nie są dla mnie elementem stresu. Kiedyś były, jakiś czas temu. W sumie to z punktu widzenia czasu, to całkiem niedawno można by powiedzieć. Poważana zmiana w tej dziedzinie zaczęła się ok pół roku temu. Wtedy sobie uświadomiłem, że przeklinanie jest zwyczajną sprawą i wcale nie warto mieć wyrzutów sumienia z tego, że się przeklina.

Podam tutaj przynajmniej 4 argumenty dlaczego tak:

  1. Przeklinaniem nie wzruszył się szczególnie jeden z moich terapeutów, a i prawie wszyscy dawali mi do zrozumienia, że to nic wielkiego.

Dla tych, którzy niezbyt liczą się z opiniami psychologów, ten argument, będzie żaden znaczący. Jednakże z pewnością znajdzie wielu tutaj takich, dla których opinia specjalisty, fachowca tutaj będzie jedna z najbardziej wiarygodnych. Dlatego to podaje. Dla mnie to ma znaczenie i dość poważne.

  1. Przeklinanie to nie grzech! W sensie wiary katolickiej.

Tutaj przyznaje nie jestem zbyt biegły – zresztą jakbym w psychologii był – więc może po prostu przekieruję każdego zainteresowanego tematem do wypowiedzi osób duchownych i powiązanych ściśle z wiarą katolicką.

a) Wypowiedź pewnego księdza, na pewnym forum, którego obecnie nie jestem w stanie znaleźć, ale szczęśliwie dla mnie zrobiłem sobie jakiś czas temu screeny. Można je zobaczyć tutaj. To, co mnie przekonuje w tej wypowiedzi, to to, że to pisze Ksiądz, przynajmniej z obrazka, i to, że wygląda ta wypowiedź na całkiem merytoryczną jak dla mnie. Są podane konkretne dokumenty, które można sprawdzić w razie potrzeby.

b) Artykuł na stronie katolickiego portalu, który ściśle współpracuje z „Gościem niedzielnym” czasopismem, które Księża polecają na mszy – więc w moim odczuciu jest to bardzo wiarygodne źródło informacji. Tę publikację, można zobaczyć tutaj.

  1. Podobno – badania na które za chwilę się powołam, są z dość mało wiarygodnego źródła, ale podobają mi się wyniki, więc podaję – przeklinanie jest oznaką inteligencji i dużego zasobu słownictwa. Artykuł jest tutaj.
  1. Również podobno – bo też strona nie bardzo wiarygodna naukowo, ale zawsze jakaś – wysuwa tezę, że przeklinanie oznacza, że można ufać osobie przeklinającej. He He. Materiał dostępny tutaj.

A więc w czym problem z tym przeklinaniem, że miałem taką awersję kiedyś? Wydaje mi się, że tu nie tyle chodziło o samo przeklinanie, ale o wyrażanie agresji w ogóle. Przychylność – a przynajmniej coraz mniejsze hamulce – w stronę przeklinania pogłębiały się u mnie wraz z otwartością wyrażanie uczuć, zwłaszcza agresji. Obecnie dość łatwo mi przychodzi wyrażanie uczuć, choć pewnie można jeszcze łatwiej, ale w porównaniu z poziomem w jakim stopniu robiłem to chociażby jeszcze rok temu, to zrobiłem gigantyczne postępy.

W ogóle dużo się u mnie zmienia. Zawsze się dużo zmieniało, ale do tej pory krążyłem w kółko nie mając zbyt silnego oparcia, by się dowiedzieć, w którym kierunku warto podążać. Odkąd pracuję intensywnie nad sobą w terapii, to widzę zdecydowaną lepszą jakość życia. Było sporo ciężkich momentów, ale wiedziałem, że to jest na plus.

Teraz cieszę się wynikami, choć to jeszcze nie koniec, wiadomo, rozwój chyba nigdy się nie kończy – mam przynajmniej taką nadzieję, bo co ja wtedy będę robił? Pewnie przekazywał to dalej, więc paradoksalnie nic się nie zmienia.

W związku z powyższym, zachęcam do większej otwartości na wyrażanie agresji, chociażby przy pomocy przekleństw. Ja to często robie, gdy jestem sam w domu, aucie, czy gdziekolwiek indziej lub wśród ludzi, którzy, wiem, że nie poczują się zbytnio urażeni, jeśli zacznę w ich towarzystwie przeklinać.

Jeśli ktoś jeszcze nie wie jak zacząć, proponuję praktyczną terapię – sposób łatwy miły i przyjemny. Wystarczy kilkakrotnie zastosować, a wzrost pewności siebie, osobiście przeze mnie gwarantowany. Ten sposób to: Służby specjalne.

 

Pogody ducha,
Szrek.