Akcja, nie reakcja

Źródło obrazka: tutaj

W dzisiejszym wpisie podzielę się moim najnowszym doświadczeniem.

Po 1. obudziłem się dzisiaj z myślą, że nie chce mi się już pisać. W sensie, że nie mam takiej potrzeby sam dla siebie. Można by się zastanawiać czy to jest znak tego, że rozwijam się w moim zachowaniu, czy raczej czegoś przeciwnego. Mój wniosek jest jednak taki, że to jak najbardziej świadczy o tym, że zdrowieje.

Kiedyś czytałem w pewnym artykule, że psycholodzy powiedzieli do pisarza, który przyszedł do nich się leczyć, że jeśli zaczną mu pomagać, to spowoduje to, że może przestanie pisać. Wtedy miałem taki wniosek, że to pisanie w takim razie może jest oznaką jakiejś niezdrowej części w człowieku.

Jednakże ja u siebie jej nie dostrzegałem. Uważałem, że moje pisanie różnych wpisów, świadczy o tym, że chcę coś dla innych. Ale rzeczywistość jest taka, że ja po prostu chciałem być słynny i po cichu liczyłem, że to kiedyś się i tak wyda kim jestem i ludzie będą mnie podziwiać. Gdy jednak zacząłem doświadczać, że te wszystkie mechanizmy, które świadomie wprowadzam, blokują moją możliwość rozpoznania, to moje zacięcie do pisania powoli wygasało.

Po tym, jak w Poniedziałek nie dodałem wpisu to po kilku dniach uświadamiam sobie, że już mi się nie chce pisać, bo przecież i tak nawet jak będę miał okazję zostać słynny to i tak nie pozwolę sobie na to. W związku z tym najwyraźniej moja podświadomość (o podświadomości pisałem tutaj) już straciła zainteresowanie pisaniem wpisów, bo to bez sensu. Bez sensu takiego jakim się rzeczywiście kierowała.

Dzisiaj brałem udział w pewnym wolontariacie i dzięki niemu uświadomiłem sobie 2 rzeczy. Po 1. Że jest problem z mężczyznami. Po 2. – i to jest też druga rzecz, którą chciałem poruszyć w kontynuacji wyliczania z drugiej linijki tego wpisu – zamiast reagować, trzeba podejmować inicjatywę.

W odpowiedzi na te 2 myśli i wnioski podjąłem decyzję, że zmieniam cel prowadzenia tego pamiętnika. Do tej pory pisałem po to, by podzielić się swoim życiem z innymi, pod lekkim pretekstem, że pomagam w ten sposób innym. Od dzisiaj natomiast moim celem głównym przyświecającym pisaniu tego pamiętnika jest pokazanie tego co zobaczyłem i czego doświadczyłem, a co jest moim zdaniem najbardziej wartościowe. I taki cel zapisuje w zakładce „Cel”. Wcześniej ta zakładka nazywała się „o mnie”, ale przecież kto by tam chciał się dowiedzieć kim jestem…

Jak już wcześniej wspomniałem dzisiaj brałem udział w pewnym wolontariacie. Do tego wolontariatu było zaproszonych dużo więcej mężczyzn z moich kręgów, ale przyszło kilku, choć każdy z nich deklarował, że chce działać i coś zmienić w swoim życiu.

Z tych co przyszli to i tak mieli zajęcie tylko ci, co sami wyszukali pracy. Na początku sam stałem w gotowości, aż ktoś mi coś zleci. Na próżno. Po 10 minutach bezczynnego stania, gdy wokół mnie ludzie coś robili, sam zacząłem zaczepiać ludzi, żeby mi coś dali do roboty, bo chce pomóc. Mimo tego że każdy z nich widocznie był czymś zajęty, to w chwili gdy sam się zapytałem o zajęcie, to odniosłem wrażenie że byli zakłopotani. Nie bardzo potrafili mi powiedzieć co mam robić.

Szczęśliwie po kilku próbach już udało mi się wejść w trybiki pracy i zlecanie kolejnych robót do wykonania szło coraz lepiej. Żeby jednak to osiągnąć czułem, że muszę zaryzykować i odważyć się kogoś zapytać o jakieś zajęcie. Wydawałoby się, to takie łatwe, ale dla mnie to było przekroczenie siebie i wiązało się to z pewnym wyzwaniem. Przypomina mi się moja trudność w dołączeniu do jakiejś grupy osób, która się już zna. Chyba w tym względzie coś się u mnie zmieniło i dzisiaj tego doświadczyłem.

Kiedyś nie wiem czy bym się odważył tak „nachalnie” kogoś prosić o coś. Przypuszczam, że skończyłoby się to tak, że stałbym sam po środku roboty bojąc się kogoś zagaić – bo jeśli jest prośba, może być odrzucenie, a to wydawało się dla mnie takie straszne. Po pół godziny pewnie już bym się czuł bardzo wyobcowany i może nawet ze łzami w oczach poszedłbym stamtąd w poczuciu odrzucenia. Choć bardziej prawdopodobne jest, że zamieniłbym to na złość – na takie uczucie w mojej rodzinie było większe przyzwolenie – i coś bym rozwalił, albo poszedł bym na imprezę, żeby się zresetować.

A więc dzisiaj czuję, że dużo się u mnie zmieniło i choć z pewnością jeszcze mam mnóstwo rzeczy do zmiany, to i tak cieszę z kierunku, w którym to moje wzrastanie zmierza, mimo tego, że całkowicie inaczej wyobrażałem sobie zdrowienie – o ile można to tak nazwać.

 

Pogody ducha,
Szrek.